Pole Dance- jak zacząć trenować ?

Pole Dance nie taki straszny

W ostatnim czasie pole dance przeżywa swój rozkwit na polskim rynku fitness.  Pewnie nie jedna z nas zastanawiała się, czy poradziłaby sobie z tego rodzaju aktywnością. Najpopularniejsze wątpliwości przed rozpoczęciem przygody z rurką dotyczą siły rąk, wagi ciała i tego, co pomyślą sobie inni. Pole Dance przecież kojarzy się tak źle …

Postaram się opisać Wam moje początki i wierzę, że będą one pomocne w przełamaniu pierwszych lodów. Uwierzcie- łatwo nie było 🙂 Dzisiaj jestem już instruktorem więc pewne doświadczenie pozwala mi się wypowiedzieć na kilka ważnych tematów.

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z rurką był rok 2014. Na jednym z internetowych portali reklamujących lokalne usługi znalazłam ofertę na zajęcia Pole Dance. Spontaniczna decyzja, telefon do koleżanki, telefon do studia- kupione. Idziemy we dwie jeszcze tego samego dnia.

Małe, kameralne studio. Dostajemy swoje kluczyki do szafek. W szatni- cisza. Ok, przebieramy się. Czuje się źle z myślą, że mam przejść drogę z szatni na salę w krótkich spodenkach. Nie byłam specjalnie szczupła, a swoje ciało zazwyczaj ukrywałam jak się dało. Dobrze, że nie byłam sama. Nie tylko ja zabrałam swoje “wsparcie” w postaci koleżanki. Cała grupa była podzielona na pary.

Wchodzimy na salę. Wita nas uśmiechnięta instruktorka i sześć srebrnych rurek. Zaczynamy od rozgrzewki. Niby nic specjalnego, ale moje nogi poplątały się już przy pierwszych krokach. Jako osoba, która w liceum była przez prawie cały miesiąc “niedysponowana”, zaczęłam żałować, że nie zaczęłam od domowego treningu z youtube. Miałam 22 lata, zerową kondycję i żadnego doświadczenia sportowego. Fakt, rodzice zapisali mnie w gimnazjum na taekwondo, niestety i ta miłość trwała maksymalnie rok.

Przetrwałam rozgrzewkę, przyszedł czas przywitać się z rurką. Pierwsze figury typu “fireman” udały się bez większych przeszkód. Zadowolona z siebie już wiedziałam, że to może być moja nowa miłość, ale jeszcze nie zakładałam różowych okularów. Dotarłyśmy do etapu wspinania się na rurkę. Ręce dały radę, jednak mogłyby być silniejsze. Słabe ręce to chyba najczęściej spotykany powód, dla którego boisz się przyjść na zajęcia. Fakt, nie każdy od razu jest w stanie się podciągnąć, ale nad wszystkim da się pracować. Z każdymi kolejnymi zajęciami poczujesz różnicę w swoich postępach, a strach przed oderwaniem stóp od podłogi zacznie stopniowo zanikać.

Przy podstawowej wspinaczce na rurkę stopy mogą boleć. Moje po pierwszym razie miały dość, a na drugi dzień znalazłam na nich trofea w postaci siniaków. Tak, trofea bo dla mnie był i nadal jest to dowód dobrej pracy na treningu. Największym jednak problemem było ślizganie się na rurce. Całego ciała, nie tylko rąk. Mam atopowe zapalenie skóry, która jest wiecznie za sucha i nie poci się. Po latach praktyk nauczyłam się sobie  tym radzić (ale to już temat na osobny wpis). Nie ma niczego, z czym sobie nie poradzimy. Nie zniechęcajmy się na starcie.

Po kilku treningach pole dance chciałam więcej. Chciałam też od razu. Nie zawsze wszystko  udawało się przy pierwszym podejściu. Wychodziłam z treningu zła, zamęczając swoje instruktorki dziesiątkami pytań, czy aby na pewno ma to sens. Może ja się po prostu nie nadaje.  Na całe szczęście trafiłam na trenerki, które zawsze miały patenty na zmotywowanie swoich dziewczyn do działania. Gdyby nie ich pozytywna energia, dziś pewnie dalej spędzałabym bezproduktywnie wolny czas.

Zaczęłam od standardowego karnetu na zajęcia raz w tygodniu. Po dwóch miesiącach kupiłam karnet na dwa razy. Jeszcze chwila i w moim portfelu był już open karnet. Wychodziłam szybciej z pracy kłamiąc, że chodzę na korepetycje z ekonomii. Dla Taty chodziłam na karate. Tylko Mama znała prawdę. Fakt dziś wydaję mi się to śmieszne, ale i ja bałam się tego, co powiedzą inni na temat moich zainteresowań. Przez prawie cztery lata pogląd na pole dance zmienił się na dużo bardziej pozytywny, niż wtedy kiedy dopiero zaczynałam.

Mimo wielu przeszkód uważam, że pozostanie na sali treningowej było jedną z lepszych decyzji. Duety, które pojawiły się na moich pierwszych zajęciach z czasem zmieniły się w świetnie zgraną, wspierającą się wzajemnie ekipę. To pomaga zapomnieć o wszelkich kompleksach i skupić się na robieniu postępów.

Najfajniejsze w Pole Dance jest to, że możesz zacząć w każdym wieku, bez względu na posturę ciała, o ile zdrowie Ci na to pozwala. Musisz jednak wiedzieć, że pole dance będzie bolał. Będzie zostawiał siniaki i zakwasy. To jest sport wymagający pracy i dużej samodyscypliny. Efekty jednak zrekompensują wszystkie cierpienia. Wzmocnisz mięśnie, nabierzesz gracji i pewności siebie. Świadomość własnego ciała zwiększy się, a z każdym kolejnym treningiem zaczniesz dostrzegać, jak się zmienia Twoja sylwetka pod wpływem odpowiednich ćwiczeń. Każda nowo wykonana figura uwolni endorfiny, bo przecież sport to szczęście w najprostszej postaci. Regularna praktyka nauczy się cierpliwości i nie poddawania się przy pierwszych próbach.

Mam nadzieję, że chociaż trochę Cie przekonałam !

Tagged , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *